środa, 17 sierpnia 2016

Rozdział 4

     ~~*~~
Hermiona szybko podeszła do stolika przy którym siedzieli jej przyjaciele.
-Gdzie jest Ginny? - zapytała siedzacych przy stoliku chłopaków.
-Właśnie tańczy z tym czarnym kolesiem.- odpowiedział Jason wskazując parę tańczącą na parkiecie.
- Okej. To ja lecę po Rudą i wracamy. Chyba od tej ognistej mnie głowa rozbolała.
-My jeszcze trochę posiedzimy, powodzenia w Hogwarcie Wilczyco. - mówiąc to cmoknął ją w policzek.
Hermiona natychmiast skierowała się w stronę przyjaciółki.
- Ginn, spadamy. -powiedziała dość chamsko, a widząc zdziwioną minę przyjaciółki dodała.- Już Ginny!
-  Już ide, spokojnie. O co chodzi Her? - zapytała odchodząc z przyjaciółką w stronę wyjścia.
-Możemy już wrócić? Widziałam tu Malfoy'a. Tak właściwie to nawet mnie złapał. Ale chyba mnie nie poznał.
-To chodźmy. Opowiesz mi wszystko w Norze.
    ~~*~~
Następny dzień był wyjątkowy. Tego dnia uczniowie wracali do Hogwartu. W Norze od rana panował gwar. Mimo że pociąg był dopiero za 2 godziny w tym miejscu już od kilku go panował stan gorączkowych przygotowań. Dziewczyny sprawdzały czy mają wszystko spakowane. Chłopcy zaś sprawdzali czy spakowali krwotoczki i inne temu podobne rzeczy.
-Ja już wszystko mam. -powiedziała Ginny patrząc na swój kufer.
-Ja jeszcze sprawdzę czy mam podręcznik do transmutacji. - spojrzała do kufra.- Jest. Idziem na śniadanie?
-No jasne, wszyscy pewnie już czekają.
Mówiąc to dziewczyny wyszły z sypialni dołączając do reszty domowników.
-Co robiłyście tyle czasu na górze, dziewczynki? Wszyscy czekamy za wami ze śniadaniem.
-To moja wina, Pani Weasley. Pakowałam ksiażki od transmutacji.-Obroniła siebie i przyjaciółkę Hermiona.
-Dobrze, dobrze. Starajcie już. I jedzcie bo sie spóźnicie.
     ~~*~~
Rodzina Weasley'ów wraz z Hermioną i Harry'm stała na peronie 9 i 3/4 żegnając się przy tym i życząc miłej podróży. Gdy dochodziła za trzy jedenasta, przyjaciele wsiedli do pociągu i zaczęli szukać miejsca. Po znalezionym przedziale, rozsiedli się i postanowili zagrać w ,,prawda czy wyzwanie?" tylko na magiczny sposób, czyli nie można przy tym kłamać, bo to odrazu wychodzi na jaw. Świetnie się razem bawili, w chwili gdy Harry miał wykonywać wyzwanie do przedziału weszła McGonagal.
- Dzień Dobry. Jest może panna Granger? - rozgląda się po wszystkich. Hermiona poczuła się dość dziwnie. Czy aż tak się zmieniła?
- Tak, tu jestem. -wstała z siedzenia i podeszła do nowej dyrektorki.
- Panna Granger? Nie poznałam pani.
- Czas na zmiany, Pani Profesor. - uśmiechnęła się. - Dlaczego mnie pani szukała?
- Aa, no tak. Prawie bym zapomniała. Mogłabyś przyjść za jakieś 5 min tam na koniec wagonu? Mam do pani kilka ważnych spraw i informacji.
- To chyba nie jest nic związane z moim nowym stylem życia? - spytała niepewnie.
- Yhm. Raczej nie. A czy jest coś o co powinnam się nie pokoić, panno Granger?
- Ależ nie pani dyrektor. To za 5 minut będę u pani. - powiedziała po czym McGonagal opuściła przedział.
- Masz Hermi przesrane. -stwierdziła Ruda i poklepała przyjaciółke po ramieniu.
- Nie bój żaby, jeśli będzie chodziło o alkochol, imprezy, bądź wyścigi to powiem, że mnie do wszystkiego zmusiłaś.- odpowiedziała z tym swoim kpiącym uśmieszkiem nazywanym teraz ,, uśmiechem Panny G." i zabrała się za otwieranie czekoladowych żab.
- No wiesz co... Ja to bym, Cię broniła. - mówiąc to splotła z tyłu pleców 2 palce w geście kłamstwa.
- Oo tak tak. A te dwa palce chcesz sobie tylko w dupe wsadzić. - po chwili Her, Harry i Ron wybuchnęli śmiechem, a Ginny oburzyła się słowami przyjaciółki.
- Ja to jestem ciekawy czy nasza Miona będzie jeszcze widziana w szkolnej bibliotece, nie mówiąc już tu o przesiadywaniu nosem w książce. - widząc, że Ginny ma zacząć swój wykład, Potter zmienił temat.
- Oj nie martw się Harry, ja zawsze będę tą uczynną panną Granger. A po za tym to do teraz lubie czytać książki, głupku.
- Jeszcze przyjdzie taki dzień w którym będę tęsknił za zgłaszającą się Hermioną na lekcjach. - dodał Ron, bujając w obłokach.
- Haha, jej już nie ma. I lepiej się z tym pogódzcie, a teraz spadam do McNowejDyro. - jak powiedziała tak zrobiła i już jej nie było.
           ~~*~~
- Jestem pani profesor. - weszła do wskazanego przedziału McGonagal. Ta gestem ręki kazała jej usiąść na krześle znajdującym się na wprost jej biurka.
- Wezwałam panią tutaj, bo chce ,aby została pani Prefektem Naczelnym.
- Yy... że kim? P-p-refektem? O jejku...- wydukała po czym złapała się za głowę.
- Sądzę, że jest pani dość odpowiedzialna i w dodatku jest pani najlepszą uczennicą w Hogwarcie.
- Nie, no jasne. Muszę pani powiedzieć, Merlinie, naprawdę się nie spodziewałam. W tamtym latach jeszcze tak, ale teraz po tych wakacjach. Naprawdę musi mnie pani lubić. - powiedziała, przy niektórych słowach robiąc pauzę, a przy ostatnim zdaniu zwyczajnie się zaśmiała.
- Ehm... no, tak tak.- Dyrektorka Hogwartu dość bardzo zdziwiła postawa Panny Granger, ale wolała tego w żaden sposób nie skomentować. - Pewnie, wie pani jakie czekają panią przywileje? Mam na myśli bale, odejmowanie i dodawanie punktów, patrole z innymi prefektami...
- Innymi? To znaczy, że będą jeszcze inni?
- No oczywiście, ale tego kim są inni prefekci dowie się pani w waszym dormitorium.
- Zaraz zaraz w waszym? Czy ja się przesłyszałam? - Hermiona wygląda jakby ktoś walnął ją z pięści w twarz. Była wręcz tym zdziwiona, że nie będzie mieszkała w pokoju wspólnym Gryffindor'u i będzie mieszkała nie wiadomo z kim.
-Nie, panno Granger ma pani bardzo dobry słuch. Będzie pani miała wspólne "mieszkanie" z 3 innymi uczniami. Jest ono na 4 piętrze i znajduje się na końcu korytarza za posągiem trójgłowego psa. Hasło to: Veritaserum.
- O matko... Świetnie. Emm, czy to już wszystko? Mogę już wrócić?
- Tak, panno Granger. - powiedziała McGonagal. Hermiona miała już zamknąć drzwi, gdy coś jej się przypomniało.
-Pani Profesor, Alec...- nie dane jej było skończyć, bo przerwała jej dyrektorka.
-Tak, wiem. Przyjedzie na czas przydziału. Jego wuj mnie poinformował.
- Aa, to dobrze. Dowidzenia. - i zniknęła za drzwiami.
         ~~*~~
W przedziale Harry wraz z Ron'em grali w szachy czarodziejów a Ginny poprawiała sobie makijaż. Chwile potem drzwi do przedziału otworzyły się. Trójka przyjaciół spojrzała w tamtą stronę i ujrzała samego Dracona Malfoy'a w towarzystwie Blaise'a Zabini'ego i Teodora Nott'a.
- Witam uroczy Golden Duet i Pannę Wiewióre. - przywitał ich, po czym skłonił się do samej ziemi. 
-Czego tu szukasz Malfoy?- zapytał Harry, spoglądając to na niego to na Blaise'a i Teodora. 
- No wiesz, wracam sobie do Hogwartu,  i tak sobie myślę kim bym był gdybym nie przyszedł przywitać się z moimi ulubionymi wrogami. - odpowiedział z kpiącym uśmieszkiem patrząc twardo w oczy Potter'owi. 
- No nie, Ty myślisz Malfoy? Trzeba to gdzieś zapisać. A najlepiej może zapiszemy Ci to na czole, wiesz będzie większa frajda.- dodała dość mocno zirytowana Ginny. 
- No no, wiewiórce się język wyostrzył. - powiedział Diabeł i puścił jej oczko. Ta się lekko spłoszyła, dlatego wypieła dumnie pierś i zaczęła patrzeć w okno, natomiast Draco wgl nie przejął się słowami młodej Weasley. 
- Chyba ktoś za dużo czasu spędza z szlamą Granger.- zauważył Malfoy. 
- Nie nazywaj jej tak śmieciu!- Ron wstał z miejsca i już kierował się w stronę Dracona, lecz Harry go szybko zatrzymał. Teraz cała szóstka stała na wprost siebie mierząc się nienawistnym wzrokiem. 
- Właśnie a gdzie się podziała nasza szlamcia? Czyżby nie wróciła do Hogwartu? Och jaka szkoda. Kto teraz będzie się zgłaszał na lekcjach jak nie ona? - zrobił smutną minę i udał że ociera łzę. Blaise i Teodor pokręcili głowami na słowa przyjaciela. Mieli choć lekką nadzieję, że się wkońcu ogarnię, ale no jak widać nadzieja matką głupich. 
- Nie martw się zakichany arystokrato wracam do Hogwartu a to z tym związane, że będziesz mnie bardzo często widywał. - jak jeden pies trójka przyjaciół ze Slytherin'u odwróciła się tam skąd dochodził głos. Cała trójka zamarła wpatrując się w Hermione. Zmieniła się nie do poznania. Normalnie metamorfoza. Pierwszy z szoku otrząsnął się Malfoy. 
- G-Granger? - zadał dość głupie pytanie lustrująć ją od góry do dołu. Była ubrana w czarne rurki, bluzkę z czarnym kotem na noramka i miała założoną na nią skórzaną kurtkę w tym samym kolorze, a do tego srebrne szpilki na 7-centymetrowyn obcasie. I jeszcze dość mocny makijaż. 
Trzeba przyznać, że wygląda ładnie.- Draco szybko zgonił się za taką myśl, przecież to nic nie warta szlama. 
- Spostrzegawczością nie powalasz Malfoy. Dziwie się, że to Ciebie wzięli na szukającego Slytherin'u. Porażka. - powiedziała i wymineła ich wchodząc do przedziału. - No a teraz żegnam.- nim Draco zdąrzył na cokolwiek zareagować, Hermiona zatrzasnęła mu drzwi przed nosem.